niedziela, 6 lutego 2011

"Osiem zeszytów" Heloneida Studart


Seria z miotłą, publikowana od 2005 roku nakładem Wydawnictwa W.A.B., poświęcona jest twórczości kobiet. I właściwie tyle tylko łączy wszystkie powieści należące do owego cyklu - ich autorkami są kobiety, a i same książki traktują w większości, jak zdążyłam zauważyć, o kobietach. Poruszają wszelkie życiowe tematy, opowiadają o kobiecych problemach, dylematach i rozterkach. Seria ta jest rekomendowana w wielu recenzjach, toteż od dawna chciałam się z nią zapoznać. Wybór padł na "Osiem zeszytów", powieść brazylijskiej pisarki, Heloneidy Studart.

Siostry Mariana i Leonor wywodzą się ze znamienitego rodu Nogueira Alencar. Wiodą życie eleganckich dam u boku bogatych mężczyzn. Mariana - ceniony prawnik, Leonor - żona szanowanego wykładowcy uniwersyteckiego; kobiety zdają się mieć wszystko, czego potrzeba do szczęścia. W rzeczywistości jednak ich życie to ciągła fala rozczarowań, bólu i złości. Leonor dusi się w małżeństwie, nienawidząc męża jak najgorszego wroga; Mariana cierpi po śmierci dwóch najbliższych jej sercu osób: synka oraz ukochanego z młodzieńczych lat. Pewnego dnia Mariana otrzymuje w spadku tajemnicze pamiętniki swej ciotki, Marii das Graças, która dała się poznać jako kobieta niezależna, pewna siebie, uparta i przekorna: jako pierwsza odważyła się złamać rodzinną tradycję, według której najmniej atrakcyjna córka powinna zostać starą panną, aby opiekować się matką. Mariana, powoli zagłębiając się w historię życia ciotki, decyduje się wziąć los we własne ręce.

Przyznam szczerze, że po pisarce, o której, jak gdzieś przeczytałam, mówi się "legenda brazylijskiej literatury", spodziewałam się dużo więcej. Choć pomysł na fabułę wydał mi się naprawdę ciekawy, to już samo wykonanie pozostawia, moim zdaniem, wiele do życzenia. I nie mówię tu o stronie technicznej książki, absolutnie nie. Bo warsztat autorki jest dobry, co do tego nie mam wątpliwości. Rozczarował mnie jednak sposób, w jaki Studart opowiedziała czytelnikom historię Mariany - płaski, jednowymiarowy, momentami nieco nużący, aż chciałoby się szepnąć "to nudne jak flaki z olejem...". Fabuła, choć nieźle zarysowana, była zbyt przewidywalna i banalna. Podczas czytania cały czas czekałam na fragment, zdanie lub słowo, które nada całości życia, które sprawi, że kolejne strony będę przekręcała z rosnącym zainteresowaniem i napięciem. Niestety - nie doczekałam się. A szkoda, mogłoby być naprawdę ciekawie.

Motyw przewodni całej historii, czyli wspomniane już tajemnicze pamiętniki Marii, ciotki-samobójczyni, w rzeczywistości odegrały niekoniecznie znaczącą rolę. Autorka wykorzystała je do przedstawienia historii kobiety, która przez całe swe życie "dusiła się", nie mogąc robić i mówić tego, na co miała ochotę, a co ostatecznie doprowadziło ją do samobójczej śmierci. W rzeczywistości więc tytułowe zeszyty (pamiętniki) nie skrywały w sobie żadnej tajemnicy - wiemy to od pierwszej strony powieści. I nad tym faktem ogromnie ubolewam, tego rodzaju motyw można było wykorzystać zdecydowanie lepiej. 

Choć czytanie "Ośmiu zeszytów" sprawiło mi przyjemność, to w gruncie rzeczy nie nazwałabym tej książki rewelacyjną czy nawet bardzo dobrą. Pomimo tego, że Heloneida Studart potrafi posługiwać się słowem i wyraźnie widać na kartach powieści, to jednak czegoś zdecydowanie zabrakło mi w tej pozycji. Czegoś, co zaskoczyłoby mnie, co sprawiłoby, że na długi czas zapamiętałabym "Osiem zeszytów". Jednakże, jako że było to moje pierwsze spotkanie z literaturą brazylijską w wydaniu innym niż Paulo Coelho, mimo wszelkich defektów, na pewno przynajmniej odrobina powieści Studart pozostanie mi w pamięci.

 Recenzja napisana dla portalu Lubimy Czytać.

32 komentarze:

Lenalee pisze...

Bardzo ciekawą okładkę ma ta książka, jednak mimo wszystko raczej jej nie przeczytam.

Liliowa pisze...

Lenalee, faktycznie, okładka ciekawa, szczerze powiedziawszy wcześniej nie zwróciłam na nią uwagi, aczkolwiek nawet najciekawsza okładka nie jest w stanie uzupełnić "braków" treści książki.

kasandra_85 pisze...

Mam tę książkę na liście i na pewno się za nią zabiorę w niedalekiej przeszłości;)
Pozdrawiam!

Maya pisze...

A wydawałoby się, że książka okaże się lepsza. Cóż - pozory mylą ;).
Ja chciałabym przeczytać wszystkie książki z "serii z miotłą" :D.

Dosiak pisze...

Seria z miotłą też mnie intryguje od jakiegoś czasu. Mimo, że nie do końca polecasz tę książkę to wpisuję ją na listę, mając nadzieję, że chociaż trochę mi się spodoba :)

Scathach pisze...

re: Właśnie nad tym się zastanawiam: może ja czegoś w jej utworach nie rozumiem. Ale nie wydaja mi się, nie pisze jakoś specjalnie trudno, więc nie wiem z czego to wynika. Myśliwskiego, który pisze o wiele trudniej, bo monologiem uwielbiam.A do zwykłej opowiastki nie mogę się przemoc;/

Nie jestem do końca przekonana do tej książki, choć seria z miotłą kusi.

MONIKA SJOHOLM pisze...

A ja byłam zachwycona tą lekturą. Niesamowicie mi się podobała:)

Dominika Anna pisze...

Seria z miotłą miło zapisała sie w mojej pamięci, a to za sprawą "Zupy z granatów" i chcę zapoznać się z innymi książkami wchodzącymi w jej skład, także jeśli tylko na nią natrafię, to przeczytam

UpiornyGroszek pisze...

Mam ochotę przeczytać całą serię z miotłą, więc po tą pozycję prędzej czy później sięgnę ;) Nawet jeśli nie jest rewelacyjna

Pozdrawiam serdecznie ;)

Meme pisze...

Przyglądałam się książce już kiedyś i po Twojej recenzji myślałam, że będzie lepsza. Raczej nie przeczytam, ;P

biedronka pisze...

Ja z serii z miotłom czytałam jedynie ,, Cukiereczki,,.
Może nie będę jakoś strasznie szukać tej książki, ale jeśli wpadnie mi w ręce z miłą chęcią przeczytam, choćby dlatego że z literaturą brazylijską po Paulo, bardzo się pogniewałam ;)

justilla pisze...

Nie przeczytam, na pewno ;)

Varia pisze...

myślę, że kiedyś i tak się skuszę.

Patsy pisze...

raczej jej nie przeczytam ;)

Liliowa pisze...

Kasandra, w takim razie życzę miłej lektury, może Tobie spodoba się bardziej niż mi. :)

Maya, ja może nie wszystkie (to dość liczny cykl, chęć przeczytania całego to ambitny plan :D), ale mam na oku jeszcze kilka konkretnych pozycji z tej serii. :)

Dosiak, bardzo dobry pomysł, przecież nie każdemu podoba się to samo. :) A nuż Tobie przypadnie do gustu.

Scathach, co do Tokarczuk - jak na razie nie mam własnej opinii, aczkolwiek myślę, że to kwestia upodobań czytelniczych. Po prostu jej proza Ci nie leży i tyle.

Monika - a no widzisz :) Dlatego ja nikomu nie odradzam, wyraziłam jedynie swoją opinię, a każdy niech sam zdecyduje, czy chce przeczytać, czy nie.

Dominika Anna, o, "Zupę z granatów" chcę koniecznie przeczytać, podobno to jedna z lepszych pozycji w całej serii z miotłą. :)

UpiornyGroszek, ambitne plany ;) Aczkolwiek nikt nie powiedział, że niewykonalne. ;))

Meme, nie odradzam, aczkolwiek osobiście zachwycona nie jestem.

biedronka, oj, aż tak bardzo? :P Ja Paulo lubię, choć wiem, jakie są opinie na temat jego książek. Mimo tego pozostaję przy własnym zdaniu. ;)


justilla, Varia, Patsy, nikomu nie odradzam, aczkolwiek i nie polecam. Wasza decyzja:)

przyjemnostki pisze...

"Seria z miotłą" jest dla mnie trochę specyficzna - albo się w danej książce zakochuję, albo całkowicie do mnie nie przemawia. Jak kobieta - zmienna jest ;)

Elina pisze...

A mi się okładka w ogóle nie podoba, ale to już kwestia gustu :) .
Gratuluję ciekawej recenzji, a co do książki to pomyślę :)

Mani pisze...

Okładka mi się nie podoba, treść też wydaje się jakaś nijaka. Nie wiem, może kiedyś z ciekawości sięgnę, ale raczej nie w niedalekiej przyszłości.

Samash pisze...

Książka raczej nie dla mnie.

Surinder pisze...

Hmm... okładka mi się podoba, przyciąga wzrok, ale czy przeczytam książkę, tego nie wiem. Z Twojej recenzji wynika, że to pozycja raczej nie dla mnie ;).

Ania pisze...

Recenzja niezbyt zachęcająca, tak więc nie przeczytam.

Rudzielec pisze...

Chyba nie przeczytam;) Recenzja także nie zachęca.

Liliowa pisze...

przyjemnostki, pewnie przyznam Ci rację, kiedy przeczytam jeszcze parę książek z serii z miotłą. ;)

Elina, dziękuję. :)

Lenalee pisze...

Liliowa, okładka tej książki mogłaby być nie wiadomo jak piękna, jednak i tak nie zachęciłaby mnie do jej przeczytania. :) Kiedyś planowałam zabrać za tę serię z miotłą, jednakże chyba sobie ostatecznie podziękuję.

Lena173 pisze...

A ja ciągle zastanawiam się nad tą pozycją... Z jednej ciekawi mnie jej treść, a z drugiej strony pewnie są na świecie pozycje literackie, które bardziej zasługują na uwagę czytelników

Rapsodia pisze...

Hm, chętnie sięgnęłabym po tę lekturę, ale obawiam się, że będę się nad nią męczyć. Chociaż może kiedyś ciekawość weźmie nade mną górę. :)
Podoba mi się Twoja recenzja- czyta się ją lekko, przyjemnie, a czytelnika pozostawiasz z garścią rzetelnych informacji. :]
Jeśli chodzi o "Dopóki mamy twarze", to w pełni się z Tobą zgadzam- można ją interpretować na wiele różnych sposobów. Uwielbiam tę książkę.

Klaudia pisze...

Okładka bardzo zachęcająca, ale reszta raczej nie

Liliowa pisze...

Lenalee, osobiście słyszałam wiele baaardzo pozytywnych opinii na temat tej serii, skłaniam się więc jednak w kierunku bliższego zaznajomienia, "Osiem zeszytów" mnie nie zraziło.

Rapsodia, dziękuję, cieszę się, że recenzja zaciekawia odbiorców - to przecież bardzo ważne:) Co do książki Lewisa - bardzo mile mnie zaskoczyła, nie jestem fanką Narnii, więc miło było poznać autora od innej strony. :)

Julia pisze...

Paula Coelho uwielbiam czytać - przynajmniej większość jego dzieł, jednak ta okładka do mnie nie przemawia i ta fabuła... Co prawda jestem feministką, więc to, że opowiada o kobietach, mówiących o kobietach, powinno przypaść mi do gustu, ale na razie nie jestem w humorze na takie książki :p

Kasia pisze...

Bardzo ciekawie napisane, mimo że recenzja niezbyt pochlebna, zainteresowalaś mnie, więc chyba się skuszę :) Poobserwuję i zapraszam do siebie!

blackmilk pisze...

Seria z miotłą zwykle gwarantuje dobre książki, z chęcią do niej zajrzę :)

LadyBoleyn pisze...

Czytałam dotychczas jedną ksiązkę "z miotłą" i fakt faktem - coś w sobie miała. Jednak niestety opis "Ośmiu zeszytów" kompletnie mnie nie porwał..

[okiem-recenzenta.blog.onet.pl]

Prześlij komentarz